Tytuł oryginalnyPierwsze Księgi Królewskie które są trzecie według Łacinników
1Tedy Benadad, król syryjski, zebrał wszytko wojsko swoje, mając z sobą trzydzieści 2I wyprawił z poselstwem ku Achabowi, królowi izraelskiemu, do onego miasta. 3Które było w ty słowa: Takci dał powiedzieć Benadad: Śrebro, złoto twoje mojeć jest, żony twoje i synowie twoi nacudniejszy moi są. 4Na to mu odpowiedział król izraelski tymi słowy: Niechaj się stanie królu mój panie jakoś rzekł. Twójciem ja i ze wszytkiem, co jedno mam. 5Po wtóre przyszli posłowie do niego i rzekli: Benadad tak mówi: Posłałem był do ciebie, abyś mi śrebro i złoto twoje, żony i syny twoje oddał. 6A jutro poślę do ciebie służebniki swe, którzy wyplądrują dom twój i domy służebników twoich, a wszytko twoje kochanie będzie w ręku ich i rozbiorą je. 7A tak król izraelski wezwał ku sobie wszytkich starszych z ziemie swej powiedając im: Proszę, uważcież, a obaczcie czego złego ten szuka, abowiem posłał do mnie po żony moje i po syny moje, po śrebro i po złoto moje, a jam mu nie odmówił. 8I rzekli do niego oni wszyscy starszy i wszytek lud: Nie słuchaj go, ani przyzwalaj na to. 9A tak on odpowiedział posłom Benadadowym: Powiedzcie królowi, panu mojemu: Wszytko o cośkolwiek z pierwu posłał do służebnika swego, radbym uczynił, ale tej rzeczy uczynić nie mogę. A tak posłowie odeszli, a tę odpowiedź odnieśli do pana swego. 10Tedy Benadad posłał k niemu z tym poselstwem: Niechaj mię tak skarżą bogowie, jeśliż ja nie przywiodę z sobą taką wielkość ludzi, ze wszytkiego prochu Samarjej, nie dostanie, aby z nich każdy wziął garść pełną. 11Na to odpowiedział król izraelski tymi słowy: Powiedzcież mu: Niechaj się nie chlubi zbrojny, tak jako ten, który już zbroję zjął z siebie. 12Ty słowa gdy usłyszał pijąc w ten czas z królmi w namieciech, rzekł do służebników swych: Przypuśćcie szturm ku miastu. I uczynili tak. 13A oto niektóry prorok przyszedł do Achaba, króla izraelskiego i tak mówił: Takci powieda Pan: Widzisz oto to wszytko tak barzo wielkie zgromadzenie, dziś ja je podam w ręce twe, abyś wiedział, iżem ja jest Pan. 14Tedy rzekł Achab: A przez kogoż? A on mu odpowiedział od Pana: Przez służebniki przełożonych nad powiaty. A on mu na to rzekł: Któż pocznie walkę? Tedy mu on odpowiedział: Ty. 15Obliczył tedy służebniki przełożonych z powiatów, których było dwieście trzydzieści dwa, za któremi też policzył wszytek lud izraelski, którego było siedm tysięcy. 16A tak wyszli w południe, a Benadad upił się już w namieciech z onymi trzemidziesięty i dwiema królmi, którzy mu ku pomocy byli. 17I szli służebnicy przełożonych z powiatów na przód, a Benadad posłał niektóre, którzy oznajmili, iż lidzie wyciągnęli z Samarjej. 18Tedy on rzekł: Chociaż wyszli prosić o pokój, chociaż też ku bitwie, przedsię je żywo pojmajcie. 19Ale służebnicy przełożonych z powiatów szli z miasta, a ine wojsko za nimi. 20I poraził każdy swego, a uciekli Syryjczycy i gonił je lud izraelski, tak iż Benadad, król syryjski, wsiadszy na koń, uciekł i z jezdą swą. 21Potym król izraelski wyciągnąwszy, poraził Syrjany porażką wielką, z końmi i z wozmi ich. 22Bowiem był prorok przyszedł do króla izraelskiego, opowiadając mu tymi słowy: Idź, a bądź serca mężnego, a wiedz i bacz co masz czynić, abowiem po roku król syryjski przyciągnie przeciwko tobie. 23Rzekli tedy słudzy króla syryjskiego ku panu swemu: Bogowie po górach są, bogowie ich i dlategoż nam silni byli, a wszakoż zwiedźmy z nimi bitwę w polu, a ujzrysz, że je porazimy. 24A to k temu uczyń: Wyłęcz wszytki króle, każdego z miejsca swego, a na miejscu ich postanów hetmany. 25Nad to oblicz wojsko według onego, które przed tym porażono, także wiele koni, jako i pierwej i także też wiele wozów, potym z nimi stoczymy bitwę w polu, a ujzrysz, że je porazimy. A on usłuchał rady ich i uczynił tak. 26Potym, gdy wyszedł rok, obliczył Benadad Syrjany, a ciągnął ku Afeku na wojnę przeciw Izraelitom. 27Obliczon też jest i lud izraelski, a nabrawszy z sobą żywności, ciągnęli przeciwko nim i położyli się z wojskiem przeciwko nim, jakoby dwoje maluczkie stado kóz. Ale Syrjanów było pełno po wszej ziemi. 28Tedy przyszedł mąż Boży i mówił królowi izraelskiemu tymi słowy: Tak powiedział Pan: Przeto, iż mówili Syrjani: Iż Pan jest tylko Bogiem na górach, a nie na dolinach za to podam wszytkę tę wielkość w ręce twoje, abyście wiedzieli, żeciem ja jest Pan. 29A tak przez siedm dni leżeli z wojskiem przeciwko nim, a siódmego dnia stoczyli bitwę z nimi i porazili Izraelczycy Syrjan sto tysięcy pieszych jednego dnia. 30A ostatek ich uciekł do miasta Afek i obalił się mur na dwadzieścia i siedm tysięcy mężów, co byli pozostali. A Benadad uciekając przyszedł do miasta, a skrył się w skrytej komórce. 31Ale ku niemu rzekli słudzy jego: Otochmy słyszeli, że królowie izraelscy są barzo miłosierni. A tak niechaj przepaszemy wormi biodra swe a włożymy powrozy na szyje swe i pójdziemy ku niemu owa cię żywo zostawi. 32Tedy opasali wormi biodra swe, a włożyli powrozy na szyje swe i przyszli do króla izraelskiego, a tak mówili: Prosi cię Benadad, służebnik twój, abyś go żywo zostawił. A on odpowiedział: a żyw że jeszcze brat mój. 33Które słowa oni pilnie uchwyciwszy na swą stronę, zarazem mu odpowiedzieli, żyw jest brat twój Benadad. A on im rozkazał, aby go przywiedli. A przetoż wyszedł ku niemu Benadad i kazał mu wsięść na wóz. 34Rzekł potym do niego: Wrócęć wszytki miasta, które wziął ociec mój ojcu twojemu, a pobuduj sobie ulice w Damaszku, jako ociec mój pobudował w Samarjej, a w tym ja przymierzu puszczę cię wolno. I także z nim uczynił przymierze, a odprawił go. 35Tedy niektóry mąż z synów prorockich rzekł do jednego człowieka z rozkazania Pańskiego: Proszę cię, uderz mię. Ale go on bić nie chciał. 36I rzekł on k niemu: Iżeś nie słuchał głosu Pańskiego, oto skoro odejdziesz ode mnie, zabije cię lew. A także, gdy odszedł od niego, potkał się z nim lew i zabił go. 37Potym nalazł drugiego męża, którego prosił, aby go uderzył, a on go uderzywszy ranił. 38Szedł tedy on prorok i stanął podle drogi, kędy król miał idź, a odmienił się zasłoniwszy oczy swoje. 39I kiedy król szedł, zawołał nań tymi słowy: Wyszedłem, służebnik twój, na walkę, a oto przyszedł niektóry człowiek i oddał mi męża niejakiego, abych go strzegł. A jeślibych upuścił, żem to miał swym zdrowiem zapłacić, abo talentem śrebra. 40A jakom się skoro obrócił trochę, nie wiedząc gdzie mi się podział. Tedy rzekł król izraelski ku niemu: Prawieś się sam osądził. 41I natychmiast odjął zasłonę z oczu swych, a poznał go król, że był prorok. 42Zatym rzekł ku niemu: Takci powieda Pan: Iżeś z rąk twych wypuścił człowieka, który śmierć zasłużył, zdrowie twe utracisz dla zdrowia, a lud twój, dla ludu jego. 43I odszedł król izraelski do domu swego, frasując się i gniewając, a przyszedł do Samarjej.
Wyszukiwanie

Porównaj werset ...
Schowek
Kopiuj werset
Zaznacz / Odznacz
Zaznacz wszystkie
Odznacz wszystkie
Link do wersetu
Wczytywanie listy ksiąg ...







Czy napewno chcesz wykonać tę operację ?