Biblia Jakuba Wujka
Księga Jonasza 4:5
I modlił się do PANA, i rzekł: Proszę, PANie, aza nie to jest słowo moje, gdym jeszcze był w ziemi mojej? Dlatego uprzedziłem, abych uciekł do Tarsis. Bo wiem, żeś ty Bóg łaskawy a miłościwy, cierpliwy i wielkiego miłosierdzia, a odpuszczający złość.
I wyszedł Jonasz z miasta, i siadł na wschód słońca miasta. I uczynił tam sam sobie chłodnik, i siedział pod nim w cieniu, ażby ujźrzał, co by się działo z miastem.
I zgotował PAN Bóg bluszcz i wyrósł nad głową Jonaszową, aby był cieniem nad głową jego i zasłaniał go, bo się był upracował. I radował się Jonasz z bluszczu weselem wielkim.
A gdy weszło słońce, rozkazał Pan wiatrowi ciepłemu i palącemu, i uderzyło słońce na głowę Jonaszowę, i znój mu był. I prosił duszy swej, aby umarł, i rzekł: Lepiej mi umrzeć niżli żyć.
I rzekł PAN do Jonasza: Co mniemasz, dobrze się ty gniewasz o bluszcz? I rzekł: Dobrze się ja gniewam aż do śmierci.
I rzekł PAN: Ty żałujesz bluszczu, na któryś nie robił aniś uczynił, żeby wzrósł; który za jednę noc urósł i za jednę noc zginął.
A ja bych nie miał przepuścić Niniwe, miastu wielkiemu, w którym jest więcej niż sto i dwadzieścia tysięcy ludzi, którzy nie wiedzą, co jest między prawicą a lewicą ich, i bydła wiele?!
Wyszukiwanie

Porównaj werset ...
Schowek
Kopiuj werset
Zaznacz / Odznacz
Zaznacz wszystkie
Odznacz wszystkie
Link do wersetu
Wczytywanie listy ksiąg ...







Czy napewno chcesz wykonać tę operację ?