Biblia Brzeska
Księga: 2 Księga Królewska 4:3
Tytuł oryginalnyWtóre księgi królewskie które łacinnicy pospolicie czwartymi nazywają
Tedy była niewiasta jedna, żona proroka jednego, która wołała za Elizeuszem tak mówiąc: Służebnik twój, mąż mój umarł, a ty wiesz, iż się on bał Pana. Otóż teraz przyszedł dłużnik, a chce wziąć dwoje dziatek mych, aby się mu wysługowały.
Do której rzekł Elizeusz: Powiedzże mi, co bych z tym czynić miał? A jeśli masz co w domu? Tedy ona powiedziała: Nie mam nic więcej ja, służebnica twoja, w domu swym, jedno trochę oliwy w dzbanku.
Ale on rzekł do niej: Idźże, a napożyczaj sobie z inąd u sąsiad naczynia próżne, a nie nabywaj tego mało.
Wnidźże potym do domu zamknąwszy drzwi o sobie i o syniech, a nalej w to wszytko naczynie, a które będzie pełne, tedy każesz precz wynieść.
A tak odszedszy od niego, zamknęła drzwi o sobie i o syniech swych. A oni wnosili do niej naczynia, w które ona nalewała.
A gdy napełniła ony naczynia, rzekła do syna swego: Przynieś mi jeszcze jedno naczynie, który jej rzekł: Jużci go nie masz więcej. A zatym się zastanowiła oliwa.
Potym ona przyszedszy, oznajmiła to mężowi Bożemu, który do niej rzekł: Idźże, a przedaj twą oliwę i zapłać temu, komuś winna, a ostatkiem się żyw z dziatkami swemi.
Stało się potym czasu jednego, iż szedł Elizeusz przez Sunem, kędy była jedna zacna niewiasta, która go zawściągnęła, aby jadł u niej. A także ilekroć szedł tamtędy, wstępował do niej aby jadł.
A tać mówiła do męża swego: Ja wiem zapewne, że ten, który do nas często wstępuje, jest święty mąż Boży.
A przetoż zbudujmy mu komórkę jaką, do której wstawiamy łóżko, stół, krzesło i lichtarz, że kiedy potym do nas przyjdzie, będzie miał tam swój pokój.
I rzekł do Gezy, służebnika swego: Zawołaj tej Sunamitki. A gdy jej zawołał, natychmiast przed nim stanęła.
Tedy rzekł do niego: Powiedz jej: Gdyż się ty starasz o wszytki nasze potrzeby, cóż ci wżdy za to uczynić mam? Chcesz ocz prosić króla abo hetmana? Ale mu ona odpowiedziała: Oto ja mieszkam w pośrzód ludu mego.
Potym powtóre rzekł ku niemu: Cóż wżdy mam uczynić dla niej? A Gezy mu powiedział, iż dziatek nie ma, a k temu już męża starego ma.
Zatym rzekł do niej: Po roku o tym czasie będziesz piastowała syna. Ale ona rzekła: O panie mój a mężu Boży, nie omylajże mię, służebnice twojej.
A tamże się począł uskarżać przed ojcem na bolenie głowy. Skąd ociec rozkazał go odnieść słudze do matki jego.
Potym przyzwała męża swego i rzekła: Proszę daj mi którego sługę i z oślicą, żebym bieżała do męża Bożego, a natychmiast się wrócę.
Ale on rzekł do niej: Po cóż k niemu masz jechać? A wszak nie dziś nów miesiąca, ani sobota. Ale ona rzekła: Będzieć dobrze.
I przyszła do męża Bożego na górę Karmelową. Którą, gdy on ujzrał z daleka rzekł do Gezy, służebnika swego: Oto ona Sunamitka.
Przeto wynidź teraz przeciwko niej, a spytaj jako się ma; zdrów li, dobrze mąż jej i dzieciątko jeśli też dobrze zdrowo? A ona rzekła: Dobrze.
Tedy przed się szła na górę do męża Bożego. A uchwyciła się go za nogi jego. Gdzie Gezy chciał ją odjąć od niego. Ale rzekł mąż Boży: Daj jej pokój, boć dusza jej jest w gorzkim żalu, co Pan przede mną zataił, a nie oznajmił mi tego.
Zatym ona rzekła: A zażem mój panie prosiła cię o syna? Izalim nie mówiła, iżbyś mię nie omylał.
A tak on rzekł do Gezy: Przepasz biodra swe, a weźmi laskę moję w rękę swą a idź. A choć kogo podkasz nie pozdrawiaj go. A choćby cię też kto pozdrowił, nie odpowiedaj mu. A połóż laskę moję na oblicze dziecięcia.
Ale matka dziecięcia onego mówiła ku niemu: Jako żywie Pan i jako ty jesteś żyw, żeć się nie puszczę ciebie. A tak wstawszy szedł za nią.
A Gezy przebieżał był przed nimi i położył laskę na oblicze dziecięcia. Ale się ani ozwało, ani czuło. A przetoż się wrócił przeciwko niemu oznajmując mu, iż się nie ocuciło.
Potym wstąpiwszy na łoże, położył się na dzieciątku, przyłożywszy usta swe do ust jego, a oczy swe do oczu jego i ręce swe na ręce jego. I rozpostarł się na nim, tak iż się zagrzało ciało dziecięce.
A zstąpiwszy od niego, przechadzał się po domu tam i sam, potym wstąpił a położył się na nim. Tedy dzieciątko siedm kroć kichnęło i zatym otworzyło oczy swe.
Zawołał potym Gezy i rzekł: Przyzów tu onej Sunamitki. I przyzwał jej, a ona przyszła. A on rzekł: Weźmi syna twego.
Która wszedszy, upadła u nóg jego, kłaniając się mu aż do ziemie; potym wziąwszy syna swego wyszła.
Ale Elizeusz wrócił się stamtąd do Galgal, gdzie na ten czas był wielki głód w ziemi. A synowie proroccy mieszkali z nimi. Tedy rzekł do sługi swego: Nagotuj garniec wielki, a uwarz potrawę synom prorockim.
A tak jeden wyszedł na pole, aby zbierał ziółka i nalazł macicę wina leśnego, a nazbierał z niej jabłek leśnych pełen płaszcz. Potym przyszedszy nakrajał ich w garniec w potrawę, nie wiedząc co było.
A gdy im nalano, aby jedli potrawę onę, skoro skosztowali, poczęli wołać mówiąc: O mężu Boży, toć śmierć w tym garncu. I nie mogli jeść.
Ale on rzekł: Przynieście mąki. A wrzuciwszy ją w garniec kazał nalać ludowi, który jedząc, nie baczyli nic złego w garncu.
Potym niektóry człowiek przyszedł z Baalsaliza, a przyniósł mężowi Bożemu z pierwszego zboża dwadzieścia chlebów jęczmiennych i kłosów zboża nowego w płaszczu swym tak mówiąc: Daj to ludowi, niechaj jedzą.
Ale sługa jego odpowiedział: Cóż to mam dać przed sto mężów. Ku któremu on rzekł: Już ty im daj, niechaj jedzą. Abowiem tak Pan mówi: Najedzą się i jeszcze zostanie.
Wyszukiwanie

Porównaj werset ...
Schowek
Kopiuj werset
Zaznacz / Odznacz
Zaznacz wszystkie
Odznacz wszystkie
Link do wersetu
Wczytywanie listy ksiąg ...







Czy napewno chcesz wykonać tę operację ?