Biblia Brzeska
Księga: 1 Księga Mojżeszowa 24:62
Tytuł oryginalnyPierwsze księgi Mojżeszowe które zową językiem greckim Genesis a po polsku Początkiem albo Rodzajem
Tedy rzekł Abraham starszemu słudze domu swego, który wszystkim rządził co on jedno miał: Połóż proszę cię rękę swą pod biodrę moję.
A poprzysięgę cię przez Pana, Boga nieba i ziemie, abyś nie brał żony synowi memu z córek Chananejczyków, miedzy któremi ja mieszkam.
Tedy mu rzekł sługa: A jesliżby snać niewiasta ona nie chciała ze mną przyjdź do tej krainy. Izali zaprowadzę syna twego do ziemie, z którejeś wyszedł?
Pan Bóg niebieski, który mię wywiódł z domu ojca mego i z ziemie narodu mego, i który ze mną mówił, a zaprzysiągł mi to mówiąc: Dam ziemię tę potomstwu twemu. Tenci pośle anioła swego przed tobą, iż stamtąd weźmiesz żonę synowi memu.
A jesliżby niewiasta ona z tobą przydź nie chciała, tedy ty wolnem będziesz od tej przysięgi, jedno tylko nie zaprowadzaj tam syna mego.
Także on sługa wziąwszy dziesięć wielbłądów z stada pana swego, jechał (bo ten miał wszytki dobra pana swego w ręku swych). A wyjachawszy przyszedł do Aram Naharaim, do miasta Nachorowego.
I rzekł: O Panie Boże pana mego Abrahama! Raczże mi dziś pofortunić, a okaż tę łaskę nad Abrahamem panem moim.
Dzieweczka tedy, którejbych rzekł: Spuść wiadro swe, abych się napił. A ona by rzekła: Pij i napoję też wielbłądy twoje. Ta niechaj będzie, którąś ty naznaczył słudze twemu Izaakowi, a stąd ja zrozumiem, iżeś ty tę łaskę uczynił nad panem moim.
Ale niźli dokończył słów tych, oto Rebeka, córka Batuela, syna Melchy, żony Nachora, brata Abrahamowego, wychodziła niosąc wiadro na ramieniu swoim.
A dzieweczka ona była barzo piękna na weźreniu, a panienka co męża nie znała, która przyszedłszy do onej studniej, a nabrawszy wody wiadro, odchodziła.
I wylała natychmiast wodę z wiadra w koryto, a bieżawszy powtóre do studniej, naczerpała wody wszytkiem wielbłądom jego.
On tedy człowiek dziwował się jej, obaczając milczkiem, jeszli mu Pan poszczęścił tę drogę jego, czyli nie.
A gdy już wielbłądowie napojeni byli, człowiek on wyjął nauszniczę złotą, która ważyła pół sykla i dwie manuelli na jej ręce, które ważyły dziesięć syklów złota.
I rzekł do niej: Czyjażeś ty córka, oznajmij mi to proszę cię? A jesliżby było miejsce w domu ojca twego, gdziebychmy przenocowali?
A przytym mu rzekła: Jest u nas dosyć plew i czym karmić wielbłądy i miejsca dosyć ku przenocowaniu.
I rzekł: Błogosławiony Pan, Bóg Abrahama pana mojego, który z miłosierdzia i prawdy swojej nie opuścił pana mego. Abowiem gdym był w drodze, Pan mię przywiódł w dom braciej pana mojego.
Bo skoro ujzrał nausznicę i manuellę na ręku siostry swej i słyszał słowa Rebeki, siostry swej, gdy powiedziała co z nią on człowiek mówił; przyszedł k niemu tam, gdzie stał u studniej z wielbłądy.
I rzekł: Wnidź błogosławiony od Pana, cóż tu masz stać na stronie? Jużem ja tobie zgotował w domu miejsce i wielbłądom.
Tedy on człowiek przyszedł do domu, a Laban zebrał brzemiona z wielbłądów i dał im plew i pokarmił ich i wody dał ku umyciu nóg jego i onych, którzy z nim byli.
I postawił przed nim jedło. Ale on rzekł: Nie drzewiej będę jadł, aż pierwej odprawię rzecz swoję. A on na to rzekł: Powiedajże tedy.
A Pan barzo wielce ubłogosławił pana mego i zacnie go wywyższył, a nadał mu dosyć owiec, wołów, śrebra, złota, sług, służebnic, wielbłądów i osłów.
A Sara, żona pana mojego, porodziła jemu syna w starości swojej, któremu on oddał wszytki dobra swe.
A tak pan mój obowiązał mię przysięgą mówiąc: Nie weźmiesz żony synowi mojemu z córek chananejskich, w których ziemi ja mieszkam.
Tedy on mnie odpowiedział: Pan, przed któregom ja obliczem chodził, pośle z tobą anioła swego i poszczęści drogę twą, a weźmiesz żonę synowi memu z powinowatych moich i z domu ojca mojego.
Będziesz tedy wolen od poprzysiężenia mego, jesliż dojdziesz do rodziny mojej. Bo jeslićby jej nie dano, tedy ty wolnym będziesz od poprzysiężenia mego.
Przyszedłem tedy dziś ku studni i rzekłem: O Panie, Boże pana mego Abrahama, jesliż ty teraz pofortunić raczysz drogę moję, którą chodzę.
Oto tu stać będę u studniej. A gdzieby wyszła dzieweczka ku czerpaniu wody, a ja bych jej rzekł: daj mi teraz napić się trochę wody z wiadra twego.
A ona by mi odpowiedziała: Pij i naczerpam też jeszcze wielbłądom twoim. Tedyć ta będzie żona, którą nagotował Pan synowi pana mego.
Także niźlim tych słów dokończył mówić w sercu swem, oto Rebeka wyszła niosząc wiadro na ramieniu i przyszła ku studni, a czerpała, którejem rzekł: Daj mi pić proszę cię.
Ona tedy zjąwszy wnet z siebie wiadro swe rzekła: Pij, bo i wielbłądy twe napoję. I gdym się ja napił, napoiła też i wielbłądy moje.
Potymem jej pytał: Czyjaś ty córka? A ona mi odpowiedziała: Jestem córka Batuela, syna Nachorowego, którego mu urodziła Melcha. Tedym ja włożył nausznicę na ucho jej i manuellę na ręce jej.
Zatym poklęknąwszy chwaliłem i dobrorzeczyłem Pana, Boga Abrahama, pana mojego, który mię prosto przyprowadził, abych ja wziął córkę brata pana mego synowi jego.
A przetoż teraz jesliż się to wam zda, abyście tę miłość i łaskę okazali panu mojemu, dajcie mi znać, a owszem powiedzcie mi, gdzie się obrócić mam, jesliż na prawo albo na lewo.
Tedy Laban i Batuel odpowiedzieli temi słowy: Ta rzecz prawie wyszła od samego Pana. My nie śmiemy nic przeciw tobie mówić, ani złego, ani dobrego.
Oto Rebekę masz, weźmisz ją a jedź z nią, a niech będzie żoną syna pana twego, jako Pan obiecał.
Potym on sługa wyjął klenoty złote i srebrne i szaty, a oddał je Rebece, dał też upominki bratu i matce jej.
Także jedli i pili, on i oni ludzie co z nim byli, tamże i na noc byli, a nazajutrz rano wstawszy rzekł: Odprawcie mię do pana mego.
Tedy brat i matka jej rzekli do niego: Niechaj wżdy przez dziesięć dni dzieweczka tu zmieszka, a potym pojedziesz.
Tedy im on rzekł: Nie zadzierżajcie mię, gdyż tak Pan poszczęścił drogę moję, odprawcie mię, abych jechał do pana mego.
Tedy jej wezwali, a mówili do niej: Chceszli ty jechać z tym człowiekiem? A ona odpowiedziała: Pojadę.
A błogosławili Rebece mówiąc jej: Tyś jest siostra nasza, bądźże płodna na wiele tysięcy, a potomstwo twe niech posiędzie brany nieprzyjaciół swoich.
Tedy wstawszy Rebeka z służebnicami swemi i wsiadszy na wielbłądy jechały za onym człowiekiem, który wziąwszy Rebekę odjechał.
A Izaak wracał się z przechadzki od studniej, co ją zowią studnią żywiącego, który mię widział. Abowiem mieszkał ku stronie od południa.
Bo był Izaak wyszedł na pole ku modlitwie pod wieczór. I podniózszy swe oczy ujzrał wielbłądy przychodzące.
Mówiąc do sługi: Co to jest za człowiek, który przez pole zachodzi nam drogę? I odpowiedział sługa: Tenci jest pan mój. Tedy ona wziąwszy rantuch przykryła się.
I potym ją wiódł Izaak do namiotu Sary, matki swojej. A wziąwszy ją sobie na żonę, miłował ją. A tak się Izaak ucieszył po śmierci matki swojej.
Wyszukiwanie

Porównaj werset ...
Schowek
Kopiuj werset
Zaznacz / Odznacz
Zaznacz wszystkie
Odznacz wszystkie
Link do wersetu
Wczytywanie listy ksiąg ...







Czy napewno chcesz wykonać tę operację ?